Rok Dusz_01Adwent…, to takie długie rekolekcje!
Jest zaproszeniem, aby stanąć obok Izajasza…, Jana Chrzciciela…, Maryi – i usłyszeć, co mówi Duch Święty do nas dzisiaj!
Zachęcamy do skorzystania z dobrych treści drukowanych w katolickim tygodniku „Niedziela”, ukazujących jak chrześcijanin winien codziennie żyć „w mocy Bożego Ducha”, przynosząc dobre owoce łaski sakramentu bierzmowania. Warto więc wyruszyć w tę wędrówkę…

tablica_W MOCY BOZEGO DUCHA

Gość Niedzielny, nr 48
2 grudnia 2018
Andrzej MACURA

Z DUCHEM TWOIM /cz. 1/

„Daj twoim wierzącym, Tobie ufającym, siedmiorakie dary” – prosimy w sekwencji do Ducha Świętego. Jakie dary zsyła na nas Duch Święty i po co?
Bez Niego nie ma ży­cia. Hebrajskie słowo Ruah oznacza Ducha, ale i oddech, tchnienie. Bez Jego pomocy nikt nie może powiedzieć: „Panem jest Jezus” (1 Kor 12,3). Nieustannie woła w naszych sercach: „Abba, Oj­cze!” (Ga 4,6), a gdy nie umiemy się modlić, sam modli się w nas.
Jak naucza Katechizm Ko­ścioła Katolickiego: „przez swoją łaskę pierwszy wzbu­dza naszą wiarę i udziela no­wego życia”, „dopiero jednak w czasach ostatecznych, zapo­czątkowanych odkupieńczym wcieleniem Syna, zostaje On objawiony i udzielony, uzna­ny i przyjęty jako Osoba”, choć działa z Ojcem i Synem od po­czątku.
To z Jego tchnienia rodzi się Kościół. Duch Święty jest dany Kościołowi jako wspólnocie i każdemu z nas – członków tej wspólnoty. Sobór Watykański II uczy, że „Duch mieszka w Ko­ściele, a także w sercach wier­nych jak w świątyni”. A „pro­wadząc Kościół do wszelkiej prawdy i jednocząc we wspól­nocie i w posłudze, uposaża go w rozmaite dary hierarchiczne oraz charyzmatyczne, i przy ich pomocy nim kieruje i owocami swoimi przyozdabia” (Konsty­tucja dogmatyczna o Kościele 4).

 DARY KTÓRE BUDUJĄ
Zesłanie Ducha obiecał swo­im uczniom przed wstąpieniem do nieba Pan Jezus: „Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was” (J 16,7). I tej obietnicy dotrzymał. Apo­stołowie, czyli pierwsi członko­wie Chrystusowego Kościoła, otrzymali Pocieszyciela 50 dni później. I co się stało? Zagubieni po tych wszystkich niesamo­witych wydarzeniach, których byli uczestnikami od Wielkiego Piątku do dnia wniebowstą­pienia, bezradni, przestraszeni, zabarykadowani w Wieczerni­ku – nagle nabrali odwagi. Wy­szli na ulice i bez lęku zaczęli opowiadać o Bożych dziełach, ewangelizować – powiedzieli­byśmy dzisiaj.

Podobne cuda mogą się wy­darzyć w życiu każdego chrze­ścijanina, każdego z nas. Bo od momentu chrztu świętego i w naszych sercach mieszka Duch Święty. Przychodzi On w tym sakramencie do każde­go chrześcijanina i towarzyszy nam nieustannie ze swoimi da­rami. Po co je rozdaje? Chodzi o to, by wzmocnić to, co w nas dobre i szlachetne, czyli wszel­kie cnoty. Czasem zaś, aby dać człowiekowi coś, co przekracza jego zwykłe, ludzkie możliwości. Wszystko natomiast po to, by obdarowani służyli tymi da­rami innym ludziom. „Chary­zmaty, zarówno nadzwyczajne, jak również proste i zwyczaj­ne, są łaskami Ducha Święte­go, bezpośrednio lub pośrednio służącymi Kościołowi; zostają udzielone w celu budowania Kościoła, dla dobra ludzi oraz ze względu na potrzeby świa­ta” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (799).

W Nowym Testamencie zna­leźć można zestawienia darów, jakich Duch Święty, zawsze dla dobra Kościoła, udziela wierzą­cym, niekoniecznie obejmują­ce wszystkie z nich. W Liście do Koryntian św. Paweł pisze: „Jednemu dany jest przez Du­cha dar mądrości słowa, dru­giemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, in­nemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu pro­roctwo, innemu rozpoznawa­nie duchów, innemu dar języ­ków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszyst­ko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12,8-1)

SIEDMIORAKIE DARY
W tradycji chrześcijańskiej szczególne miejsce zajmuje sie­dem spośród nich. Mówił o nich starotestamentalny prorok Iza­jasz, charakteryzując zapowia­danego Mesjasza. Spocząć miał na nim duch mądrości, rozumu, rady, męstwa, wiedzy (umiejęt­ności), bojaźni Pańskiej i poboż­ności. Ten ostatni dar znany jest tylko z greckiej wersji Starego Testamentu, dzięki której po­jawił się w łacińskiej Wulgacie – przekładzie niegdyś po­wszechnie używanym w Koście­le katolickim. Bibliści zauważa­ją, że w tekście tym mamy do czynienia z częstym u autorów starotestamentalnych paralelizmem: dary ułożone są w pary i w ramach każdej z par są wła­ściwie synonimami; zwracają uwagę na różne aspekty tego samego. W tradycji chrześci­jańskiej, choć zauważa się za­chodzące między nimi związki, mocniej się je rozróżnia. W tym kluczu chcielibyśmy na „siedmiorakie dary” Ducha spojrzeć.

No dobrze, ale skoro to cechy przyszłego Mesjasza, to dlacze­go my, chrześcijanie XXI wieku, mielibyśmy oczekiwać ich jako darów od Boga dla siebie? „Mo­dlitwa o siedem darów Ducha Świętego jest w gruncie rzeczy prośbą o pomoc w jak najwięk­szym upodobnieniu się do Jezu­sa” – pisał kiedyś ks. prof. Jerzy Szymik. A konieczność zapar­cia się samego siebie, wzięcia krzyża i naśladowania Jezusa to najważniejsze wyzwanie, przed jakim stają Jego ucznio­wie. I wszystko jasne.

Zapraszamy do przeżycia Adwentu w mocy Ducha. Ra­zem z Nim czekajmy na przyj­ście Mesjasza.

DAR MĄDROŚCI

 Patrzeć na świat i ludzi oczami Boga – do takiej postawy prowadzi pierwszy z darów Ducha Świętego.
Najtrafniejsze, moim zda­niem, definicje każdego z siedmiu darów Ducha Świę­tego zaproponował przed laty na łamach „Gościa” ks. prof. Je­rzy Szymik. Dar mądrości okre­ślił następująco: „Jest on uczest­niczeniem w mądrości Jezusa, czyli widzeniem ludzi, rzeczy i ich relacji takimi, jakimi widzi je On. Jest to dar patrzenia na rzeczywistość oczami Boga, wi­dzenia wszystkiego w perspek­tywie wieczności. Dar mądrości jest związany bardziej z miło­ścią niż z samym rozumem. Jego przeciwieństwem jest głupo­ta, która jest brakiem smaku w sprawach Bożych. Głupota w myśleniu o życiu nie bierze pod uwagę krzyża, śmierci, kruchości naszego istnienia: nie uwzględnia w ogóle Boga, zawęża horyzont życia wyłącz­nie do doczesności”.

Dar patrzenia na rzeczy­wistość – jak Jezus – oczami Boga, widzenia wszystkiego w perspektywie wieczności. Cała działalność Jezusa była przesiąknięta takim właśnie patrzeniem, taką mądrością. Od pierwszego dnia publicz­nej działalności, przez krzyż, zmartwychwstanie, aż do chwa­lebnego wstąpienia do nieba. Jezus nie kierował się mądro­ścią ziemską, skalkulowaną na doczesne sukcesy, a mądrością Bożą, według której najważniej­sze jest szukanie „królestwa Bo­żego i jego sprawiedliwości”. Bo z perspektywy nieuchron­nej śmierci tylko uczestnictwo w Bożym królestwie daje na­dzieję na życie wieczne. Dlatego Chrystus uczył swoich uczniów, że mają porzucić wartościowa­nie czysto ziemskie. Uczył, że ten, kto chce być Jego uczniem, musi się zaprzeć samego siebie – czyli zrezygnować z kalkulo­wania po ludzku. Musi wziąć swój krzyż – przyjąć wolę Bożą – naśladować Go. Bo ten, kto chce zachować swoje życie, to znaczy jak najwygodniej urzą­dzić się na tej ziemi, straci je. A kto straci swoje życie, czyli z powodu Ewangelii nic wiel­kiego w oczach ludzkich nie osiągnie, zachowa je na wiecz­ność.

Przykładem takiego właśnie myślenia jest Jezusowe osiem błogosławieństw. Nie bogaci są szczęśliwi, ale ubodzy, bo do nich należy królestwo nie­bieskie. Nie ci, którym się do­brze powodzi i mają powody do śmiechu, ale raczej ci, którzy zmagając się z przeciwnościami losu, są smutni. Szczęśliwi nie ci, którzy potrafią coś dla siebie wywalczyć, ale ci, którzy są cisi i których dotyka niesprawiedli­wość. Szczęśliwi nie ci, którzy mają siłę wdeptać przeciwni­ków w ziemię, ale miłosierni i tacy, którzy nad szczęk zwy­cięskiego oręża stawiają po­kój. Błogosławieni nie ci, któ­rzy w porę dostrzegają zło i są w stanie mu przeciwdziałać, ale ci, którzy patrzą na świat czystym sercem i mają odwagę współcierpieć razem z krzyw­dzonymi. Według ludzkiego sposobu myślenia to posta­wienie wszystkiego na głowie. Z perspektywy Bożej jednak na tym polega właśnie prawdziwa z mądrość.

Dziś chrześcijanie także stają przed podobnymi dylema­tami: kierować się mądrością ludzką czy raczej zaufać mą­drości Bożej… To wybór między postawą „wierzę, ale…”, a wy­znaniem: „Jezus jest moim Pa­nem”, między zgodą na przed­miotowe traktowanie bliźniego a zdecydowaniem się na usza­nowanie jego ludzkiej godno­ści. To też kwestia podejścia do ludzkiej płciowości: iść za modami czy zaufać, że czystość ma sens. I przyjęcia albo odrzu­cenia myślenia, że cel uświęca środki. Każdy z nas właściwie co dzień staje przed takimi lub podobnymi dylematami. Pro­śmy Ducha Świętego o dar mą­drości, byśmy zawsze na świat i ludzi patrzyli po Bożemu.

Rok Dusz_02

 

Gość Niedzielny, nr 49
9 grudnia 2018
Andrzej MACURA

BOŻY GPS /cz. 2/

Dary rozumu i rady, jak samochodowa nawigacja, pomagają podejmować trafne decyzje i wybierać w życiu właściwą drogę. Drogę prowadzącą do celu, którym jest życie wieczne.
Dary Ducha Święte­go „dopełniają i udo­skonalają cnoty tych, którzy je otrzymują” – czytamy w Katechizmie Ko­ścioła Katolickiego (KKK 1831). O mądrości wiemy, że jest pa­trzeniem na świat i ludzi ocza­mi Boga. A jak działają dary rozumu i rady?

DAR ROZUMU

Dar rozumu w ujęciu ks. Jerzego Szymika „jest sztuką wnikania w tajemnice Boże. Dar rozumu pojmuje relację między Krzy­żem a Trójcą Świętą, między moim krzyżem a miłością Boga – w konkretnej perspektywie mojego życia, losu. Pomaga on rozumieć głęboko to, co najważ­niejsze: życie, miłość, śmierć. Bez tego daru człowiek nie jest w stanie patrzeć z odwagą na to, co się z nim dzieje, traci »Ducha«. »Rozumnie« znaczy »biorąc pod uwagę Boga«”. Dlatego dar rozumu, udoskonalający naturalne zdolności człowieka, jest tak istotny dla życia chrze­ścijańskiego. Pomaga widzieć naszą teraźniejszość i przy­szłość szerzej, głębiej – w per­spektywie wieczności.

Tak pojętą rozumność widać wyraźnie w postawie Jezusa. Wyrażała się ona w akceptacji swojego posłannictwa: w uzna­niu, że nie przyszedł On peł­nić swojej woli, ale wolę Tego, który Go posłał (por. J 5,30). To podstawowe ukierunkowanie było drogowskazem w całej Jego działalności. Temu służy­ło Jego nauczanie i wszystkie cuda, których dokonywał. Świa­dom swego posłannictwa, nie bał się wchodzić w spory z du­chowymi przywódcami Izraela. Jezus po prostu doskonale wie­dział, kto Go posłał, skąd przy­szedł i dokąd zmierza. Widać to w Ogrójcu, gdy na modlitwie zgodził się spełnić wolę Ojca do końca. Dlatego powstrzymał uczniów, którzy chcieli obronić Go przed pojmaniem. A kiedy stanął przed sądem Sanhedry­nu, odważnie przyznał, że jest Bożym Synem. Podczas rozmo­wy z Piłatem nie próbował wy­korzystać wyraźnej przychyl­ności prokuratora, by uzyskać uniewinnienie, ale zgodził się przyjąć śmierć, bo wiedział, że „jeżeli ziarno pszenicy, wpadł­szy w ziemię, nie obumrze, zo­stanie tylko samo, ale jeżeli ob­umrze, przynosi plon obfity” (J 20,24).

Działanie daru rozumu widać też wyraźnie w tym, co przydarzyło się dwóm uczniom idącym do Emaus. „Jezus z nimi podążał, ale byli oni tak bar­dzo smutni, tak zrozpaczeni, że Go nie rozpoznawali. Ale kiedy Pan wyjaśniał im Pisma, aby zrozumieli, że On musiał cierpieć i umrzeć, a następnie zmartwychwstać, ich umysły otwarły się, a w ich sercach na nowo rozpaliła się nadzieja. Tego właśnie dokonuje w nas Duch Święty. Otwiera nam umysł, byśmy lepiej ro­zumieli sprawy Boże i ludzkie sytuacje” – wyjaśniał papież Franciszek, który w 2014 roku siedmiu darom Ducha Święte­go poświęcił cykl środowych katechez.

Podobnie dar rozumu dzia­ła w życiu każdego chrześcija­nina. Pomaga zrozumieć, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy, czyli jaki jest ostateczny cel naszego ziemskiego pielgrzy­mowania. Papież Franciszek mówi, że dar rozumu jest łaską, która pomaga poznać Boży plan zbawienia. „Ten dar sprawia, że rozumiemy sprawy, tak jak pojmuje je Bóg, z inteligencją Boga” – dodaje Ojciec Święty. Dzięki temu darowi człowiek odkrywa, o co naprawdę warto w życiu zabiegać, a co nie zasłu­guje na nawet najmniejsze za­interesowanie. Władza, sława, pieniądze – tak cenione przez dzisiejszy świat – tracą z tej per­spektywy pozycję bożków. Dar rozumu pomaga pojąć, że nie warto dla nich poświęcać ży­cia. Ubogacony darem Ducha Świętego rozum widzi, że z per­spektywy wieczności ważne jest jedynie to, co będzie moż­na z tej ziemi zabrać do wiecz­ności. Służba bliźniemu, przy­jaźń, uczynione dobro – czyli to wszystko, co w ostatecznym rozrachunku jest miłością. Tak naprawdę tylko ona ma sens.

Miłość do rodziców, do dzieci, do męża, żony, bliskich, przyja­ciół, znajomych i nieznajomych, którym trzeba było pomóc. Spo­śród wszystkich skarbów zgro­madzonych przez nas na zie­mi tylko ten jeden zabierzemy do wieczności. Kto to – nomen omen – rozumie, inaczej pa­trzy na świat i wszystkie jego sprawy.

Rozumie, pójdź ku mnie – mawiają czasem starsi ludzie. Rozumność to podstawa sen­sownego poruszania się w świę­cie. Uczucia i emocje też są waż­ne – to oczywiste, bez nich czło­wiek byłby psychopatą. Ale bez kierowania się rozumem czło­wiek zdany jest na nieustan­ne, mniej czy bardziej bolesne obijanie się o rafy i wpadanie na życiowe mielizny.

DAR RADY

Żeby życiowe mielizny omi­jać bezpiecznie, potrzebujemy także innej łaski Ducha Świę­tego – daru rady.
Wspinający się w wielkiej ścianie alpinista ma do wybo­ru całą gamę haków i kostek, które po zamocowaniu w ska­le mogą posłużyć jako punkt asekuracyjny. Sztuka polega na tym, by mając przed sobą konkretną szczelinę, z boga­tego zestawu możliwości wy­brać taki sprzęt, który najlepiej będzie pasował i zapewni naj­skuteczniejsze zabezpieczenie. Podobnie jest ze wspomagają­cym naturalne ludzkie zdolno­ści darem rady. Bo dar rady jest – według definicji ks. Jerzego Szymika – „kunsztem orienta­cji w moralnej złożoności życia.

Pozwala radować się życiem, jego prostą, codzienną osnową. Pozwala się nie gubić, niweluje niepokój rodzący wątpliwości, z powodu których człowiek od­wleka podjęcie »moralnych« de­cyzji. Dar rady przynosi ducho­wy pokój, uzdalnia do entuzja­zmu i do działania. Jest źródłem pasji życia”. A papież Franci­szek wyjaśnia, że „przez dar rady Bóg, poprzez swego Du­cha, oświeca nasze serce, aby­śmy wybrali właściwy sposób mówienia i zachowania oraz drogę, którą należy pójść”. I do­daje: „Duch Święty poprzez dar rady czyni nasze sumienie zdol­nym do dokonania konkretnego wyboru w łączności z Bogiem, zgodnie z logiką Jezusa i Jego Ewangelii”.

Ewangeliści, ukazując Jezu­sa, kreślą też obraz religijności przywódców Izraela tamtych czasów. I nie wygląda on za­chęcająco. Wiara w Boga sprowadzała się wtedy do ścisłego przestrzegania obszernego zbioru przepisów. A życie jest znacznie bogatsze… Przywódcy często nie tylko nie zauważa­li, że kurczowe trzymanie się litery prawa bywa sprzeczne z jego duchem, ale znajdowali też mnóstwo sposobów, aby je obejść. Jezus nieraz im to wy­tykał. Nauczał, że podstawo­wym kryterium interpretacji przykazań powinny być dwa najważniejsze przykazania: miłości Boga i bliźniego. Dla­tego nie wahał się w Kazaniu na Górze autorytatywnie wyja­śniać sens poszczególnych przy­kazań. Nawiązując do prawa do rozwodów, Jezus przypo­mniał pierwotny Boży zamysł nierozerwalności małżeństwa, a w kontekście rytualnych ob­myć zauważył, że człowieka nieczystym czyni nie to, co do niego wchodzi, ale to, co z niego wychodzi. Przykazanie miłości Boga i bliźniego to z kolei klucz do interpretacji wszystkich in­nych zasad.

My, ludzie żyjący w XXI wieku, chociaż znamy Boże przykazania, też nieraz mu­simy ocenić, jak postąpić, co w danej sytuacji jest ważniej­sze. Stajemy przed wyborami: praca w niedzielę i zarobienie dodatkowych pieniędzy czy świętowanie dnia Pańskiego i poświęcenie go Panu Bogu. Po­wiedzenie drugiemu człowie­kowi bolesnej prawdy czy mil­czenie o jego grzechach, by go nie zranić. Okazanie przebacze­nia, które może uchodzić za po­błażanie złu, czy bezwzględne domaganie się sprawiedliwości. Nie zawsze wiemy, jak się za­chować, jaka postawa będzie lepszą realizacją przykazania miłości Boga i bliźniego. Papież Franciszek radzi, aby w takim przypadku zwracać się do Boga w modlitwie. Bo kiedy się mo­dlimy, „odkładamy na bok na­szą logikę, podyktowaną naj­częściej naszymi ogranicze­niami, uprzedzeniami i ambi­cjami, a uczymy się pytania Pana: »czego pragniesz?«, pro­szenia Pana o radę” – podkreśla Franciszek. I właśnie w zwra­caniu się do Pana Boga, kiedy nie jesteśmy pewni, jak postą­pić w trudnej sytuacji, pomaga nam dar rady, czyli pochodząca od Ducha Świętego zdolność kierowania się wolą Bożą i Bo­żym światłem w każdej spra­wie. Ten dar pomaga nam po­dejmować trafne, czyli zgodne z Bożymi wskazówkami, decy­zje moralne.

Jak działa dar rady? Pa­pież Franciszek wyjaśnił to kiedyś na przykładzie swoje­go duszpasterskiego doświad­czenia. „Pewnego razu, kiedy spowiadałem w sanktuarium w Lujan, w długiej kolejce stał chłopak cały pokryty tatuaża­mi. Miał bardzo poważny pro­blem – opowiadał Ojciec Święty. „Kiedy mi o nim powiedział, zapytał: »Co byś zrobił na moim miejscu? Moja mama poradziła mi, abym poszedł z tą sprawą do Matki Boskiej, a Ona mi powie, co trzeba zrobić«. Tak działa pochodzący od Ducha Świętego dar rady – ta kobieta nie wie­działa, jak rozwiązać problem syna, ale wskazała właściwą drogę: idź do Matki Bożej”.

Prośmy o dar rady, byśmy „wybierając zgodnie z logiką Boga”, mieli duchowy pokój i entuzjazm do działania. Ale też po to, byśmy umieli zgod­nie z Bożą logiką poradzić w po­trzebie innym.

images

Gość Niedzielny, nr 50
16 grudnia 2018
Andrzej MACURA

 

DUCHOWY DUET
Męstwo i Wiedza /cz. 3/

Dary męstwa i umiejętności odnoszą się do naszej wiary w Boga. Pochodząca od Ducha Świętego umiejętność wskazuje, w co należy wierzyć, a co odrzucić. Męstwo zaś pomaga zawsze odważnie wybierać Bożą prawdę, a nie podążać za aktualnie modnymi prądami. Siedem darów Ducha potrzebnych jest nam po to, aby osiągnąć życiową mądrość. Jej źródłem jest wiara w Boga. Życiowa mądrość bowiem to nic innego jak rozumienie życia przez pryzmat wiary. Jaką rolę w zdobywaniu takiej mądrości odgrywają udzielane przez Ducha Świętego dary męstwa i umiejętności (wiedzy)?

DAR MĘSTWA

Ten dar Ducha Świętego jest potrzebny, gdy brakuje nam odwagi. Nie tylko wówczas, gdy przyznanie się do wiary grozi męczeństwem, ale i wtedy, kiedy trzeba jednoznacznie opowiedzieć się po stronie Pana Boga, przyznać się do wiary w nieprzychylnym Bogu środowisku, narażając się na kpiny czy odrzucenie otoczenia. Albo na przykład w pracy zrezygnować z osiągnięcia zysku czy jakiejś korzyści niezbyt uczciwymi metodami. Wtedy łaska Ducha Świętego pomaga pokonać strach i postąpić właściwie. Dar męstwa dodaje odwagi, uwalnia od lęków, które towarzyszą nam w podobnych sytuacjach. Ksiądz Jerzy Szymik, którego definicjami siedmiu darów Ducha Świętego posługujemy się w naszym cyklu adwentowym, wyjaśnia, że dar męstwa przede wszystkim „uwalnia człowieka od lęku przed największym wrogiem – śmiercią. Daje siłę »Ducha«, potrzebną w trudnych doświadczeniach życia, takich jak choroby, rozłąki, sytuacje, o których wiemy, że nie będą miały ziemskiego happy endu.

Dar męstwa pomaga czerpać siłę do życia z samego źródła witalności: z Boga”. I w ten sposób pomaga upodabniać się do Chrystusa.

Czytając Ewangelię, bez trudu zauważymy, że Jezus nigdy nie podążał za żadnymi moda mi. Zawsze, w każdej sytuacji, odważnie trzymał się prawdy, nie kalkulując, czy przyniesie Mu to jakiś zysk albo ile może stracić. Zawsze robił to, co uważał za słuszne, i tak samo nauczał. Naraził się w ten sposób na straszliwy gniew przywódców Izraela, którzy nie mogąc znieść Jego mężnej niezależności, uknuli spisek, żeby Go zgładzić. I nawet wtedy, gdy ważyły się Jego losy, nie zrezygnował z robienia i mówienia tego, co uważał za słuszne, a co było wypełnieniem woli Ojca. Chociaż doskonale wiedział, że to nie skończy się happy endem. Wiele Go to kosztowało, ale się nie cofnął.

Także uczeń Chrystusa staje nieraz przed dylematem, czy pójść z prądem – bo tak robią wszyscy”- czy wybrać kierunek pod prąd, narażając się na niechęć i drwiny otoczenia czy nawet oskarżenia o fanatyzm. Najłatwiej przecież postępować tak, jak nakazują aktualnie modne trendy, przyjmować poglądy uznane przez większość za nowoczesne i odważne. I nie zauważać, że ta odważna większość trzęsie się ze strachu przed brakiem akceptacji w swoim środowisku.

Prawdziwa odwaga wymaga czegoś innego – pójścia za tym, co prawdziwe, dobre i piękne, bez oglądania się, czy i od kogo otrzyma się wsparcie. Ale taka odwaga potrzebuje siły Bożego Ducha. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” – deklarował św. Paweł (Flp 4,13).

Często źródłem obaw przed kierowaniem się w życiu Ewangelią jest nie reakcja otoczenia, lecz – jak tłumaczy papież Franciszek – nasza własna gnuśność i obawy, że trzymając się Ewangelii, nie tylko wiele nie osiągniemy, ale też coś stracimy. Udzielany przez Ducha Świętego dar męstwa uwalnia serce człowieka od gnuśności, niepewności i obaw – twierdzi papież. I dodaje: „Nie należy myśleć, że dar męstwa jest konieczny tylko przy niektórych okazjach czy w sytuacjach szczególnych. Dar ten powinien stanowić zasadniczą cechę naszego życia chrześcijańskiego w zwyczajności życia codziennego”. Dar męstwa jest nam potrzebny po to, by pokonując samego siebie, stawać się coraz bardziej podobnym do Chrystusa. Dlatego trzeba pragnąć tego daru i o niego się modlić.

DAR UMIEJĘTNOŚCI

Rozwiązując jakąś łamigłówkę, najpierw jakby zderzamy się z murem: nie dam rady, to dla mnie za trudne. Gdy w końcu znajdujemy rozwiązanie, wydaje się nam ono takie proste i oczywiste, że dziwimy się, iż nie wpadliśmy na nie wcześniej. Tak bywa również z życiowymi łamigłówkami. Nierozwiązywalne na pozór problemy, przed którymi w pierwszym odruchu chcieliśmy uciec, z czasem okazują się stosunkowo proste do rozwiązania. A uwodzące mądrymi słowami argumenty adwersarzy – niewiele znaczącą paplaniną. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni klucz; postawić właściwe pytanie. I wszystko staje się dużo prostsze. Właśnie na dostarczeniu w odpowiednim momencie właściwych pomysłów polega działanie w człowieku pochodzącego od Ducha Świętego daru umiejętności (wiedzy). Ks. Jerzy Szymik określa go jako „rozpoznawanie prawdy o Bogu i budowanie wiedzy o sobie, ludziach i święcie na tej właśnie prawdzie”. Pochodząca od Ducha Świętego umiejętność to zdolność pewnego prostego osądu, opartego na jakby instynktownym wyczuciu, pozwalającym rozróżnić, w co należy wierzyć, a co odrzucić. „Chrześcijanin natchniony przez Ducha Świętego potrafi rozróżniać. Oko świata nie widzi dalej niż życie, tak jak i moje oko nie widzi dalej niż do tego muru, gdy drzwi kościoła są zamknięte; lecz oko chrześcijanina widzi aż po głębię wieczności”- wyjaśnia Jan Vianney, święty proboszcz z Ars. Charakteryzując w ten sposób ów dar Ducha, wyjaśnia, dlaczego dar umiejętności bywa nazywany też darem wiedzy.

W życiu Jezusa bardzo wyraźnie widać tak rozumianą wiedzę/umiejętność. Objawia się ona zawsze wtedy, kiedy adwersarze Jezusa próbują Go zdyskredytować. Z takim zamiarem uczeni w piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Jezusa kobietę pochwyconą na cudzołóstwie. Domagali się od Niego decyzji, jaki los ma ją spotkać. Nie szukali prawdy, ale podstępnie chcieli zdobyć powód do oskarżenia Go. Jezus wiedział, że cokolwiek powie – ułaskawi ją czy każe ukamienować – takiego powodu dostarczy. Dlatego nie wchodząc w wyznaczoną Mu rolę sędziego, mówi: kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. Innym razem zapytany o to, czy Żyd może płacić podatek pogańskiemu Cezarowi, Jezus odpowiada, by oddać władcy to, co należy do niego, ale przede wszystkim nie zapominać o powinnościach wobec Boga. W ten sposób; bez dokonywania intelektualnej żonglerki, unikał tak zastawionych na Niego sideł i możliwości oskarżenia Go o niewierność żydowskiemu prawu albo sprzeciwianie się rzymskim przepisom.

Taka umiejętność – płynąca z daru Ducha albo przezeń wsparta – bardzo przydaje się też uczniom Chrystusa.

Cywilizacja europejska początku XXI wieku przeniknięta jest wieloma różnymi ideologiami i umysłowymi prądami. Niektóre wydają się bardzo atrakcyjne. Poparte naukowymi autorytetami i zręcznie reklamowane, stanowią kuszącą alternatywę dla chrześcijańskiej wizji świata. Wydaje się nam, że trudno czasem dociec prawdy. A postmodernizm usłużnie dodaje, że nie ma prawdy obiektywnej, więc każdy może mieć swoją, równie dobrą jak inne religię. Doświadczenie każe uznać, że są rzeczy, których jeszcze nie rozumiemy, a zafascynowani okultyzmem przekonują, że wiedza tajemna, magia czy bioenergoterapia uzupełniają ten brak. Jeśli świat jest zły, to jego Stwórca jest zły – oskarżają inni.

Dzięki darowi wiedzy/umiejętności chrześcijanin potrafi, słysząc podobne opinie, skonstatować, że stworzony przez dobrego Boga świat jest dobry, ale skażony złem. Że paranie się magią to tak naprawdę naiwna próba zmuszania Boga, by zrobił to, czego sobie życzymy. I że żadna religia nie daje tak dobrze uzasadnionej zmartwychwstaniem Jezusa nadziei na życie wieczne jak chrześcijaństwo. Ten dar jest potrzebny, by w krzykliwym gąszczu różnorodnych ideologii, opinii i poglądów odnaleźć jedyną, Bożą prawdę.

 

Gość Niedzielny, nr 51-52
23 grudnia 2018
Andrzej MACURA

KLUCZEM JEST MIŁOŚĆ /cz. 4/

Dary pobożności i bojaźni Bożej umacniają naszą synowską, opartą na przyjaźni, relację z Bogiem Ojcem, wyrażającą się w szacunku i zaufaniu wobec Niego. Pobożność i bojaźń Boża to dary do siebie podobne. A jednak nie iden­tyczne. Kluczem do interpretacji i zrozumienia obu jest miłość. Nasza miłość do Boga.

DAR POBOŻNOŚCI

Prawdziwa przyjaźń nie musi oznaczać ciągłego przebywania razem, niekończącej się paplaniny i pełnej zgody we wszystkim. Przyjaciele, będąc razem, potrafią też milczeć. Nawet nie muszą być blisko siebie. Rozmowę jednak, nawet po miesiącach niewidzenia, rozpoczynają tak, jakby ostatnią skończyli 10 minut wcześniej. Przyjaźń to zażyłość, akceptacja, radość ze spotkań.

Podobnie jest z pobożnością – jednym z siedmiu darów Ducha Świętego, Być pobożnym to żyć po Bożemu, czyli w przyjaźni z Panem Bogiem. Pobożność oznacza swoistą z Nim zażyłość. Z jednym wyjątkiem: pobożny człowiek doskonale wie, że jego relacja z Panem Bogiem nie jest relacją z Osobą mu równą. Bo Bóg jest od niego nieskończenie mądrzejszy, lepszy i doskonalszy. „Dar pobożności jest zdolnością traktowania Boga jak Ojca, czyli bycia wobec Niego na sposób synowski; prosto, z ciepłym szacunkiem, czule; wychwalając Go i adorując. Pobożność ma źródło w świadomości, że jest się dzieckiem Boga. I jest tej świadomości siłą oraz owocem” – wyjaśnia ks. Jerzy Szymik. Dar pobożności zatem wskazuje na naszą przynależność do Boga, na głęboką z Nim więź, która nadaje sens całemu naszemu życiu. Pobożność wyraża się w naszej przyjaźni z Bogiem – dodaje papież Franciszek – która zmienia nasze życie i napełnia nas entuzjazmem oraz radością. Ten dar Ducha Świętego pomaga trwać przy Bogu nawet w najtrudniejszych i najbardziej niespokojnych momentach życia.

Można więc powiedzieć, że pochodzący od Ducha Świętego dar pobożności porządkuje, właściwie ustawia naszą relację do Pana Boga. Ale nie tylko – prawdziwa pobożność ma też pozytywny wpływ na nasze relacje ż innymi ludźmi. Prawdziwą pobożność można „poznać po wrażliwości, delikatności, serdeczności” – zauważa ks. Szymik. „Łagodność jest jej lakmusowym papierkiem. Jej przeciwieństwem jest niezdolność rozumienia innych, niewrażliwość na nich, zatwardziałość serca. Bo pobożność ma źródło w świadomości, że jestem dzieckiem Boga. I jest tej świadomości siłą oraz owocem. A jeśli się tego poczucia nie ma, to źle się traktuje zarówno Boga, jak i ludzi”.

Wzorem pobożności, „światłem bycia pobożnym” – jak określa to ks. Szymik – jest Jezus – Jego relacja z Ojcem i Jego modlitwa. Ewangelie wspominają o tym, że Jezus modlił się zazwyczaj na osobności, jakby wyznaczając sobie specjalny czas na rozmowę z Bogiem. Czasem była to modlitwa spontanicznie pokazująca, że cały czas miał poczucie bycia blisko Ojca. Jak w momencie uwielbienia, gdy wysławia Ojca za to, że zakrył tajemnice królestwa przed mądrymi i roztropnymi, a objawił je prostaczkom (Łk 10,21). Albo w przypadku dziękczynienia, za wysłuchanie Jego prośby jeszcze przed wskrzeszeniem Łazarza (J 11, 41-42), czy pokornego poddania się woli Ojca w Ogrójcu. Wyjątkowe znaczenie ma tzw. Modlitwa Arcykapłańska z Wieczernika (J 17, 1n). Wskazuje ona zarówno na bliską zażyłość Syna i Ojca, jak i na drugi skutek działania daru pobożności: ta modlitwa jest wielką prośbą za uczniów i tych, którzy nimi kiedyś się staną, za Kościół. Bliska relacja z Ojcem nie tylko nie zamykała Jezusa na relację z ludźmi, ale na nich otwierała. To widać w Jego życiu: gdy lituje się nad chorymi, głodnymi, opętanymi czy tymi, którzy rozpaczają po śmierci swoich bliskich. Takiej postawy wobec Boga i bliźnich uczy Jezus swoich uczniów. Modlitwa ,,Ojcze nasz” jest tego dobrym przykładem. Z jednej strony wskazuje, że człowiek może pozostawać w bliskiej relacji z Bogiem – wolno mu nazywać Boga Ojcem i ufnie powierzać Mu wszystkie sprawy swoje i całego świata. Dobroci dla ludzi uczy zaś dlatego, że Jezus każe używać w niej liczby mnogiej: Ojcze nasz, nie tylko mój. Boga obchodzę nie tylko ja, ale także moi bracia i siostry.

Podsumowując: dar pobożności jest nam potrzebny po to, byśmy nie myśleli o Bogu jako o kimś odległym i obcym, ale byśmy umieli żyć z Nim w pełnej szacunku zażyłości. I by to życie w obecności Boga pozytywnie kształtowało nasz stosunek do innych ludzi. Udzielany nam przez Ducha Świętego „dar pobożności czyni nas łagodnymi, spokojnymi, cierpliwymi i pomaga łagodnie służyć innym” – twierdzi papież Franciszek . „Z kim przestajesz, takim się stajesz” – głosi znane przysłowie. Jeśli przestajemy z Bogiem, do Niego się upodabniamy. Dzięki pomocy Ducha Świętego.

DAR BOJAŹNI BOŻEJ

Tak, to na pewno mądry człowiek – zdarza się nam myśleć o osobie, którą raz czy drugi zobaczyliśmy w telewizji. Bo przecież głupiego do telewizji by nie zaprosili… E, to nikt nadzwyczajny – myślimy o naprawdę mądrym człowieku, którego spotykamy na co dzień. Nie tylko dlatego, że nikt go do telewizji nie zaprosił. Codzienne przebywanie z kimś sprawia, że jakoś nie dostrzegamy w nim niczego wyjątkowego. Mieszkańcy Nazaretu też nie rozpoznali w dobrze im znanym Jezusie oczekiwanego Mesjasza. Podobne Zjawisko zagraża nam w odniesieniu do Boga. Przed pokusą lekceważenia Go chroni nas dar bojaźni Bożej.

Bojaźń Boża jest- według „definicji” ks. Jerzego Szymika – „taką miłością do Boga, która świadoma jest własnej kruchości. To lęk przed tym, aby nie zerwać z Nim relacji, silne pragnienie bycia całym dla Boga”. A papież Franciszek dodaje, że ten dar Ducha Świętego „przypomina nam, jak bardzo jesteśmy mali przed Bogiem i Jego miłością oraz że naszym dobrem jest pokorne, naznaczone szacunkiem i ufnością, oddanie się w Jego ramiona”.

Postawę bojaźni Bożej widać u Jezusa Chrystusa. W wielu sytuacjach, gdy swoim autorytatywnym stylem wypowiedzi zdaje się naruszać autorytet Boga. „Słyszeliście że powiedziano (…), a ja wam mówię” – słyszymy w Kazaniu na Górze. Przeraża myśl, że Jezus mógłby zmieniać Boże przykazania. Ale gdy wsłuchujemy się w to, co mówi, odkrywamy, że niczego nie zmienia, ale stara się przywrócić przykazaniom ich właściwy sens. Bardzo spłycony przez faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Jezus podkreśla, że przyszedł pełnić nie swoją wolę, ale zadanie wyznaczone przez Ojca (J 4, 34). A momentem, w którym szczególnie widać Jego synowską uległość, jest pełna bezgranicznego zaufania, pokorna modlitwa w Ogrójcu, zakończona wyznaniem: „nie moja, ale Twoja wola niech się stanie” (Łk 22, 42),

Ludzie kłaniają się różnym bożkom. Najczęściej jak bogów traktują samych siebie. I siebie samych wywyższają ponad Boga prawdziwego. Ostrzega przed tym pierwsze przykazanie Dekalogu. Zdarza się także – i to wcale nie rzadko – że Bóg traktowany jest utylitarnie: do załatwienia własnych, także nieuczciwych spraw. Przed taką postawą ostrzega drugie przykazanie. Dar bojaźni Bożej pomaga uniknąć tych pułapek, przypominając, kim jest Bóg, a kim jesteśmy my. „To dar, który owocuje odpowiedzialnością za siebie i innych. Bojaźń wobec Pana nie jest czymś, co miażdży, ale czymś, co poszerza serce i daje radość” (ks. Szymik). Gdy wydaje się człowiekowi, że wszystko mu wolno, że nie ma kary dla jego przewinień, dar bojaźni Bożej działa – jak obrazowo wyjaśnia papież Franciszek – jak alarm. Kiedy ktoś żyje w stanie zła, gdy bluźni przeciw Bogu, gdy wykorzystuje innych, żyje jedynie dla pieniędzy, próżności, władzy albo pychy – wówczas święta bojaźń Boża ostrzega nas i przywołuje do porządku. I chociaż bojaźń kojarzy się ze strachem, pochodzący od Ducha Świętego dar bojaźni Bożej nie ma nic wspólnego z lękiem przed Bogiem, przed karą, którą może On wymierzyć za nasze grzechy. Ten dar umacnia nasze zaufanie i szacunek do Pana Boga. Chcę żyć po Bożemu, unikać grzechów, nie ze strachu przed karą, ale z miłości do Boga, z wdzięczności za Jego miłość.

Kardynał J. H. Newman mawiał, że jeśli codziennie poświęcimy przynajmniej pięć minut modlitwy Duchowi Świętemu, to nasze życie będzie się powoli zmieniać, będziemy doświadczać działania darów, które na nas zsyła. Codziennie zatem prośmy Ducha Świętego o Jego dary. Pomocą niech będzie np. modlitwa, którą odmawiał św. Jan Paweł II. Przyszłego papieża nauczył jej w dzieciństwie ojciec. Jan Paweł odmawiał ją podobno każdego dnia przez całe życie. Patrząc na życie świętego papieża, można powiedzieć, że to bardzo skuteczna modlitwa…

Modlitwa o dary Ducha Świętego

Duchu Święty, proszę Cię:
O dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie i Twoich doskonałości Bożych,
O dar rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
O dar umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
O dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
O dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
O dar pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
O dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża. Amen.